W ubiegły weekend trwał finał Szlachetnej Paczki. Obecnie nie jestem wolontariuszem, ale mam za sobą działalność właśnie w tej akcji charytatywnej. Mimo że minął rok od kiedy pomagałam nieść radość ludziom bardzo chciałabym podzielić się moimi doznaniami, jak i historią związaną z tą akcją.
Wszystko zaczęło się kiedy uczęszczałam do klasy 3 technikum. Zaczęła się jesień, ponury czas, który większość uważa za depresyjny, sama tak mam. Dobrze pamiętam, że wtedy nie miałam najlepszego okresu w życiu. I właśnie wtedy moja wierna do dziś koleżanka rzuciła hasło: WOLONTARIAT. Od razu zaczęłyśmy działać. Wpisałyśmy w internet i znalazłyśmy Szlachetną Paczkę. Od razu bez zastanowienia zaczęłyśmy rekrutacje, która właśnie rozpoczynała się przez internet. Naszą działalność zaczęłyśmy oczywiście w naszym rejonie, czyli Stalowa Wola. Jednak akcja ta działa na całym terenie Polski, więc bez problemu można zapisać się do swojego rejonu. Po zakończonej rekrutacji czekały nas oczywiście tak jakby kursy, na których dowiedziałyśmy się na czym konkretnie polega ta akcja i jak należy mądrze pomagać. Z radością poświęciłyśmy na to czas i powoli rozpoczynałyśmy nasz mały sukces. Nadszedł czas na działanie. Moja rodzina której pomagałam była naprawdę wartościowa. Byłam z nią związana najbardziej gdyż ją poznałam dogłębniej. Ich życie i problemy z jakimi się zmaga. Często jest tak, że rodzina chce zostać anonimowa więc też nie będę o niej sporo pisać. Ale dziewczynki jak i ich matka były naprawdę wspaniałe. Cieszyłam się, że akurat im mogę pomóc. Kiedy nadszedł już finał akcji, trzy dni w pełni poświęciłam na wolontariat, przyznaje się że nie zjadłam nawet nic porządnego podczas tego czasu. Ale wiecie co, warto było. Miałam tą moc i potrafiłam dać ludziom radość. Emocje które mi towarzyszyły nie w sposób opisać, ale one rekompensują całą pracę w przygotowanie tego wszystkiego: telefony, późne powroty do domy przez ponad miesiąc, rozmowy z darczyńcami, szykowanie magazynu i noszenie ciężkich paczek. Tak naprawdę to wszystko zniknęło poprzez chociaż jeden uśmiech bądź łzę radości. O tym można pisać godzinami, ale tak naprawdę trzeba to poczuć żeby to docenić.
Podczas tej akcji poznałam wielu wartościowych ludzi i spędziłam z nimi naprawdę świetnie czas. Były poważne rozmowy jak i zabawne historyjki. Nigdy nie zapomnę jak zostałam wpakowana do windy pełnej paczek która pod naporem ciężaru zaczęła skrzypieć. Jednak radość która niosłam do rodziny pozwoliła mi zapanować nad strachem i winda pełna paczek wraz ze mną dojechała na 10 piętro z lekkim opóźnieniem, reszta czekała już oczywiście na górze. W końcu mała adrenalinka jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Noszenie paczek nie sprawiało trudności z tak wielkimi emocjami.
Ten rok kiedy uczęszczałam do 3 technikum poświeciłam na wolontariat, sprawiło mi to wielką radość, a zostałam doceniona nawet w swoje szkole. Kolejny rok, czyli ja jako maturzystka niestety musiałam ograniczyć się co do maksymalnego zaangażowania w ta akcję, ale oczywiście mimo że nie działałam w rejonie pomagałam mojej szkole która grała rolę darczyńcy w pakowaniu i przygotowaniu paczek.
Prócz zaangażowania w Szlachetnej Paczki działałam jeszcze w szkolnym klubie Ośmiu Wspaniałych. Jako grupa kilku uczniów z całej szkoły angażowaliśmy się we wszelką pomoc. Akcje dla domu dziecka, ochronki, wszelkiego rodzaju zbiórki. Działaliśmy na pełnych obrotach. Wspólna integracja, pomoc, jak i działalność na rzecz szkoły. Musze szczerze przyznać że te chwilę wspominam z uśmiechem na twarzy.
Wolontariat uważam jak narazie za najlepszą rzecz w moim życiu. Polecam każdemu komu sprawia radość niesienia pomocy bliźniemu. Jestem osobą która nie potrafi siebie jakoś dowartościować, ale w tym właśnie czasie poczułam się jak ktoś potrzebny i szanowany za zaangażowanie się w akcje całym sowim sercem. Zawsze byłam osobą bezinteresowną, z chęcią służyłam radą czy jakąkolwiek pomocą i zostało to do dziś i jestem pewna że we mnie to nigdy nie zaginie. Taka byłam, jestem i będę. Pozwala to mi docenić siebie samą, a sprawia radość innym. Pomagajcie innym to wartościowa rzecz szczególnie w tych czasach.
Pozdrawiam was serdecznie,
MERCI 💖

Masz rację, bardzo ciekawy wpis. Sama jestem wolontariuszką więc trochę wiem o co chodzi ;)
OdpowiedzUsuńDziękuję bardzo i życzę sukcesów w wolontariacie :)
UsuńNominowałam Cię do Liebster Blog Award. Będzie mi bardzo miło, jeżeli dołączysz do zabawy. Szczegóły znajdują się na moim blogu.
OdpowiedzUsuńOkey już sprawdzam co i jak :)
UsuńKlaudia, a ja chętnie poznałbym Cię bliżej ;)
OdpowiedzUsuńNiezmiernie mi miło :) w takim razie czekam na wiadomość :) Pozdrawiam
UsuńA ja Ci powiem, ze mam Cie w znajomych na Instagram :) ale nie wiem z jakiego jesteś miasta ;) i daje Ci serduszko do ostatniego Twojego posta ❤
Usuń